Dodaj ogłoszenie Zaloguj Dołącz

Shibari i BDSM dla początkujących: zasady bezpiecznego wiązania

Shibari i BDSM dla początkujących: zasady bezpiecznego wiązania

Shibari i BDSM dla początkujących: zasady bezpiecznego wiązania

Shibari, czyli japońska sztuka wiązania liną, na zdjęciach wygląda jak geometria: równe pasma, symetryczne załamania, spokojna twarz. Kadr nie pokazuje tego, co dzieje się pod liną. Ucisk na nerw potrafi w kilkanaście minut wywołać uszkodzenie leczone miesiącami, a czasem nieodwracalne.

Ten tekst nie jest instruktażem. Nie ma w nim opisu ani jednego węzła, bo węzłów uczy się na warsztatach, pod okiem osoby, która widzi Twoje dłonie i przerwie w porę. Jest w nim to, o czym początkujący dowiadują się za późno: którędy biegną nerwy, czego nie wolno wiązać i kiedy sięgnąć po nożyczki.

Czym jest shibari i czym różni się od kinbaku?

Po japońsku shibari znaczy po prostu wiązanie, także przewiązanie paczki. Praktykę erotyczną Japończycy nazywają raczej kinbaku, czyli ciasne wiązanie. Na Zachodzie te słowa zamieniły się rolami: shibari to nazwa całej estetyki, a kinbaku termin dla wtajemniczonych.

Korzenie techniki sięgają hojojutsu, sztuki krępowania jeńców z okresu Edo. Logika była odwrotna do dzisiejszej: liny miały unieruchamiać skutecznie i długo, bez oglądania się na krążenie. Przejście od obezwładniania do formy artystycznej przypisuje się Ito Seiu, malarzowi z pierwszej połowy XX wieku.

Termin

Co oznacza

Hojojutsu

Krępowanie jeńca w okresie Edo, komfort nie miał znaczenia

Kinbaku

Japońska nazwa wiązania erotycznego, relacja dwóch osób

Shibari

Termin przyjęty na Zachodzie po 1990 roku, nacisk na formę

 

Podział ról jest tu taki jak w szerszej scenie BDSM. Osoba wiążąca (rigger, po japońsku nawashi) odpowiada za technikę i za przerwanie sesji. Osoba wiązana, po angielsku rope bottom, jest drugim czujnikiem bezpieczeństwa: to ona pierwsza wyczuje mrowienie i musi zgłosić je natychmiast.

Jakie liny do shibari wybrać na start?

Standardem w kinbaku jest lina o średnicy 5,5-6 mm cięta na odcinki po 7-8 metrów, zwykle kilka sztuk. Grubsza gorzej układa się na ciele, cieńsza mocniej wrzyna się w skórę.

Materiał

Zachowanie na ciele

Na co uważać

Juta i konopie

Mała rozciągliwość, chropowata, węzeł trzyma

Wymaga obróbki (rozplecenie, opalenie, olejowanie) i wymiany

Bawełna

Miękka, wybaczająca błędy, tania

Rozciąga się, więc węzły zaciskają się mocniej

Nylon i poliester

Gładka, śliska, można prać

Węzły przesuwają się same, a szybki przeciąg powoduje otarcia

 

Nowa lina jutowa prosto z rolki wymaga obróbki, a po roku intensywnych sesji nadaje się już tylko do ćwiczeń na przedmiotach. Przed użyciem przesuń ją całą między palcami i szukaj przetarć. To sprzęt trudniejszy niż typowe akcesoria dla początkujących, bo błędne użycie kończy się urazem.

Dlaczego nożyczki ratunkowe muszą leżeć w zasięgu ręki?

Nożyczki ratownicze (EMT) mają tępo zakończone, zagięte ostrze, które wchodzi między linę a skórę i tnie włókna bez ryzyka rozcięcia ciała. Nożyczki krawieckie ani nóż do tego nie służą, a taki sprzęt kosztuje kilkadziesiąt złotych.

Muszą leżeć w zasięgu ręki przez całą sesję, od pierwszego owinięcia liny do ostatniego. Nie w szufladzie, nie w drugim pokoju. Sytuacje, w których liczy się kilkanaście sekund, są banalne: omdlenie, drgawki, reakcja alergiczna, alarm przeciwpożarowy. Nie tnij nimi niczego innego, bo papier tępi ostrze.

Które nerwy są najbardziej zagrożone uciskiem liny?

Największym ryzykiem w wiązaniu nie jest ból, tylko jego brak. Uszkodzenie nerwu z ucisku często przebiega bezboleśnie, a pierwszym sygnałem bywa mrowienie fragmentu dłoni. Skutkiem bywa niedowład utrzymujący się tygodniami, a przy powtarzanych urazach tego samego miejsca ubytek czucia i siły potrafi zostać na stałe.

Nerw promieniowy owija się wokół kości ramiennej i leży najpłycej w dolnej połowie ramienia, tuż nad łokciem, po stronie zewnętrznej. Jego ucisk daje opadającą rękę: osoba nie prostuje nadgarstka ani nie unosi palców. Nerw łokciowy, potocznie zwany nerwem śmiechu, biegnie tuż pod skórą za przyśrodkowym nadkłykciem, a jego podrażnienie czuć jako mrowienie w palcu małym i serdecznym.

Splot ramienny, zaopatrujący całą kończynę górną, jest podatny na ucisk w dole pachowym. W nodze odpowiednikiem jest nerw strzałkowy wspólny przy główce strzałki, poniżej kolana. Poniższych miejsc nie obejmuje żadna dyskusja o zaawansowaniu.

  • Szyja: nigdy, żadną liną, w żadnej konfiguracji. Ucisk na drogi oddechowe i naczynia szyjne prowadzi do utraty przytomności bez ostrzeżenia i bywa śmiertelny.

  • Klatka piersiowa w sposób ograniczający ruch żeber i przepony, bo duszność narasta niepostrzeżenie.

  • Dolna połowa ramienia nad łokciem i okolica dołu pachowego, czyli najbardziej narażone odcinki nerwów ręki.

  • Pojedyncze, zaciskające się pętle na nadgarstkach i kostkach, bo pod obciążeniem dociskają się same.

  • Podwieszanie ciała w linach. To osobna dyscyplina z własnym sprzętem, poza zasięgiem początkujących.

  • Wiązanie po alkoholu oraz pozostawianie osoby związanej samej, choćby na minutę.

Lista nie zastępuje szkolenia, tylko wyznacza granicę, poniżej której nie ma sensu zaczynać. Jeżeli po rozwiązaniu mrowienie lub osłabienie dłoni trwa dłużej niż dwie godziny, jedyną rozsądną reakcją jest wizyta u lekarza.

Jak sprawdzać czucie i krążenie w trakcie sesji?

Test dwóch palców polega na tym, że między linę a skórę powinny wsunąć się płasko dwa palce, bez wciskania na siłę. To sprawdzian luzu, nie ucisku na nerw: lina może przejść ten test i leżeć dokładnie na przebiegu nerwu promieniowego.

Czucie sprawdza się co kilka minut i porównawczo, obie strony ciała naraz. Poproś o ściśnięcie Twoich palców, o dotknięcie kciukiem pozostałych palców, o wyprostowanie nadgarstka przy lekkim oporze. Chłodne i sine palce oznaczają problem z krążeniem i dają kilka minut na reakcję. Mrowienie obejmujące tylko fragment dłoni wskazuje na ucisk nerwu i wymaga zdjęcia liny natychmiast.

SSC i RACK: na czym opierają się zasady bezpieczeństwa w BDSM?

W BDSM funkcjonują dwa modele opisujące, co czyni praktykę dopuszczalną. Starszy to SSC (Safe, Sane, Consensual) z 1983 roku: bezpiecznie, rozważnie, za obopólną zgodą. Nowszy to RACK (Risk Aware Consensual Kink) z końca lat dziewięćdziesiątych, który zakłada, że żadnej praktyki nie da się uczynić w pełni bezpieczną, więc celem jest znajomość ryzyka przed jego podjęciem.

Dla wiązania trafniejszy jest RACK, co wynika z anatomii. Ryzyka ucisku na nerw nie da się wyzerować, można je tylko zmniejszyć doborem miejsca, kontrolą czucia i skróceniem czasu. Kto słyszy, że technika jest bezpieczna, dostaje informację nieprawdziwą.

Rozmowa przed pierwszą sesją zajmuje więcej czasu niż samo wiązanie. Ustala się w niej rzeczy, do których nie wracacie w trakcie:

  • Stan zdrowia obu stron: przebyte urazy kończyn, neuropatia, leki przeciwzakrzepowe, padaczka, astma, ciąża.

  • Miejsca wyłączone z wiązania i sygnały ostrzegające, że zbliżacie się do granicy.

  • Maksymalny czas sesji i moment, w którym kończycie niezależnie od tego, jak dobrze idzie.

  • Kto ma nożyczki, gdzie leżą i co robicie w razie zasłabnięcia.

  • Sposób przerwania: słowo bezpieczeństwa albo system kolorów, plus sygnał niewerbalny.

Sam safe word działa jak wyłącznik awaryjny i bywa niewystarczający. Wygodniejszy jest system kolorów: zielony znaczy jedziemy dalej, żółty zwolnij i sprawdź mnie, czerwony kończymy natychmiast. Początkujący pomijają żółty, a to on ratuje sesje, bo pozwala korygować zamiast przerywać.

Jako sygnał niewerbalny sprawdza się piłeczka upuszczana z dłoni. Więcej o takich rozmowach w tekście o potrzebach i granicach.

Jak wygląda aftercare i rozmowa po sesji shibari?

Rozwiązywanie jest częścią sesji, nie jej końcem. Kończyna uwolniona po dłuższym ucisku wymaga kilku minut spokoju: krew wraca, pojawia się mrowienie, ciśnienie potrafi spaść przy gwałtownym wstaniu. Osoba wiązana powinna najpierw usiąść, napić się wody i dopiero potem wstać. Koc i obecność drugiej osoby są tu sprzętem ratunkowym, nie czułostkowym dodatkiem.

Czym jest drop i dlaczego pojawia się dzień po sesji?

Drop to spadek nastroju pojawiający się od kilkunastu do siedemdziesięciu dwóch godzin po intensywnej sesji, gdy poziom adrenaliny, endorfin i oksytocyny wraca do stanu wyjściowego. Objawia się przygnębieniem, płaczliwością, zmęczeniem, czasem wstydem albo poczuciem, że coś poszło nie tak.

Dotyczy obu stron, bo osoba wiążąca przeżywa go równie często, zwykle jako wątpliwości co do własnych decyzji. Pomaga umówiony wcześniej kontakt następnego dnia, sen, jedzenie i wiedza, że to reakcja fizjologiczna, a nie ocena relacji. Jeśli stan trwa dłużej niż kilka dni, lepiej porozmawiać z psychoterapeutą.

O samej sesji rozmawia się dopiero po dobie, bo tuż po nikt nie ocenia trzeźwo. Trzy pytania wystarczą: co było dobre, co było na granicy, czego nie powtarzamy. Zapisujcie miejsca, w których lina zostawiła ślad albo pojawiło się mrowienie, bo po kilku sesjach zobaczycie wzór. Reszty nauczcie się od ludzi, nie z nagrań: w większych polskich miastach działają warsztaty, a dobrego prowadzącego poznasz po tym, że pyta o zdrowie uczestników, ma nożyczki pod ręką, nie podwiesza nikogo na pierwszych zajęciach i mówi wprost, że każdą propozycję można odrzucić bez tłumaczenia.